Dieta wg grup krwi

Dieta dla grupy krwi A: rośliny i ograniczenie mięsa – co ma sens

Z czterech wariantów diety według grup krwi ten dla grupy A wypada w badaniach najlepiej. Brzmi to jak poparcie dla całej koncepcji, a jest dokładnie odwrotnie – i właśnie dlatego wariant A…

Dieta grupa krwi a - czerwona soczewica, roślinne źródło białka i błonnika

Z czterech wariantów diety według grup krwi ten dla grupy A wypada w badaniach najlepiej. Brzmi to jak poparcie dla całej koncepcji, a jest dokładnie odwrotnie – i właśnie dlatego wariant A jest najciekawszym przypadkiem w tej historii. „Rolnik”, czyli dieta głównie roślinna, z ograniczeniem mięsa i naciskiem na zboża, warzywa i strączki, rzeczywiście wiąże się z lepszymi parametrami metabolicznymi. Tyle że wiąże się z nimi u wszystkich, którzy go stosują, bez względu na to, jaką grupę krwi pokazał test.

Co zaleca D’Adamo grupie A

Według koncepcji z „Eat Right 4 Your Type” grupa A wykształciła się wraz z rolnictwem, więc jej dieta miałaby być zbliżona do wegetariańskiej. Zalecenia obejmują zboża, warzywa, owoce, rośliny strączkowe i produkty sojowe, przy wyraźnym ograniczeniu mięsa czerwonego i nabiału. Do tego dochodzi spokojna aktywność: joga, spacery, rozciąganie zamiast intensywnego wysiłku.

Ostatni element jest akurat najsłabszy. Trening oporowy po czterdziestce i pięćdziesiątce ma udokumentowane znaczenie dla masy mięśniowej, gęstości kości i wrażliwości na insulinę – odradzanie go komukolwiek na podstawie antygenu na erytrocytach to zalecenie, które może realnie zaszkodzić. Piszę o tym szerzej przy okazji planu treningu siłowego po 50-tce.

Dlaczego wariant A wypada najlepiej

W analizie 1455 młodych dorosłych opublikowanej w PLoS One trzymanie się diety „typu A” wiązało się z niższym BMI, mniejszym obwodem talii, niższym ciśnieniem, niższym cholesterolem, trójglicerydami, insuliną oraz lepszymi wskaźnikami HOMA-IR i HOMA-Beta[1]. To najszerszy zestaw korzyści spośród wszystkich czterech wariantów.

Autorzy zadali jednak pytanie rozstrzygające dla tej dyskusji: czy osoby, które faktycznie mają grupę A, zyskują na tej diecie więcej niż osoby z innymi grupami stosujące to samo. Odpowiedź brzmiała nie. Dopasowanie diety do rzeczywistego genotypu ABO nie zmieniło siły żadnego z tych związków.

Wyjaśnienie jest proste. Dieta „typu A” to w dużej mierze dieta roślinna, a te mają dobrze udokumentowany wpływ na profil metaboliczny. Metaanaliza badań z randomizacją i obserwacyjnych pokazała, że diety wegetariańskie obniżają cholesterol całkowity i frakcję LDL, poprawiają glikemię na czczo, hemoglobinę glikowaną i wskaźnik HOMA-IR – efekt jest wyraźniejszy przy stosowaniu dłuższym niż 12 tygodni[2]. Korzyść jest realna, tylko jej źródłem jest skład talerza, a nie zgodność z antygenem.

Czego ta dieta nie mówi, a powinna

Lista D’Adamo dla grupy A skupia się na tym, co wykluczyć, i milczy o tym, co przy takim wykluczeniu trzeba uzupełnić. To najpoważniejszy problem tego wariantu, bo dotyczy osób, które stosują go latami.

Przy diecie mocno ograniczającej produkty odzwierzęce systematyczny przegląd wskazuje na podwyższone ryzyko niedoborów wpływających na kości i morfologię – witaminy B12, żelaza i wapnia[3]. B12 to osobna sprawa: w diecie roślinnej nie ma jej praktycznie wcale, a niedobór rozwija się powoli i długo nie daje objawów. Po pięćdziesiątce dochodzi drugi mechanizm – wchłanianie B12 z pożywienia spada wraz ze zmniejszoną produkcją kwasu żołądkowego, więc ryzyko rośnie nawet u osób jedzących mięso.

Praktyczny wniosek jest prosty. Jeżeli ktoś świadomie ogranicza produkty odzwierzęce, suplementacja B12 nie jest opcją do rozważenia, tylko standardem. Oznaczenie ferrytyny i witaminy D raz na jakiś czas ma więcej sensu niż kolejna lista zakazanych produktów. Wapń da się pokryć z roślin, ale wymaga to uwagi, zwłaszcza w kontekście kości po 50-tce.

Gdzie grupa A rzeczywiście ma znaczenie

Antygen A nie wpływa na to, jak trawimy pszenicę, ale wpływa na kilka rzeczy zupełnie innego rodzaju. Osoby z grupą A mają wyższe niż osoby z grupą 0 ryzyko żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej. W metaanalizie dotyczącej zatorowości płucnej ryzyko dla grupy A było podwyższone o około 29 procent względem grupy 0[4]. Przeglądy epidemiologiczne opisują też związki grup ABO z ryzykiem niektórych nowotworów, chorób sercowo-naczyniowych i przebiegiem zakażeń[5].

To zależności o innym charakterze niż dietetyczne: wynikają z biologii antygenów obecnych na komórkach i śródbłonku, a nie z reakcji na jedzenie. Nie da się ich zmienić dietą i nie wymagają od nikogo zmiany talerza. Stanowią za to dobry przykład, jak wygląda ustalenie poparte danymi, gdy postawić je obok hipotezy, która przez trzy dekady takiego poparcia nie znalazła[6].

Najczęstsze błędy przy diecie dla grupy A

Przejście na dietę roślinną bez B12. Najczęstszy i najbardziej podstępny błąd – objawy pojawiają się po miesiącach, a bywają nieodwracalne, gdy dotyczą układu nerwowego.

Rezygnacja z treningu siłowego. Zalecenie „spokojnej aktywności” dla grupy A to ten fragment koncepcji, który po pięćdziesiątce może kosztować najwięcej. Masa mięśniowa i gęstość kości nie utrzymają się na jodze i spacerach.

Zamiana mięsa na przetworzone zamienniki. Dieta roślinna oparta na gotowych produktach wysoko przetworzonych traci większość korzyści pokazanych w metaanalizach. Te dotyczą warzyw, strączków, orzechów i pełnych zbóż, a nie parówek sojowych.

Uznanie poprawy za dowód słuszności koncepcji. Poprawa po przejściu na dietę roślinną jest spodziewana i dobrze udokumentowana. Nie mówi jednak nic o grupie krwi, bo wystąpi też u osoby z grupą 0, B i AB.

Co z tego zostaje

Zostaje właściwie cały kierunek: więcej roślin, więcej strączków i pełnych zbóż, mniej mięsa czerwonego i przetworzonego. To dobry sposób odżywiania po czterdziestce i po pięćdziesiątce, z solidnym zapleczem w badaniach. Odpada natomiast uzasadnienie – nie ma ono nic wspólnego z tym, czy ktoś ma grupę A.

Praktycznie oznacza to jedno: jeśli ta dieta komuś odpowiada, może ją spokojnie stosować, tylko z dwiema poprawkami. Trzeba dołożyć B12 i zostawić trening oporowy w planie, wbrew temu, co sugeruje książka. O tym, jak cała hipoteza wygląda w całości, piszę w przeglądzie diety wg grup krwi.

Źródła:

  1. Wang J, García-Bailo B, Nielsen DE, El-Sohemy A. ABO genotype, 'blood-type’ diet and cardiometabolic risk factors. PLoS One. 2014. PMID: 24454746
  2. Xia X, Zhang J, Wang X, Xiong K. Effects of vegetarian diets on blood lipids, blood glucose, and blood pressure: a systematic review and meta-analysis. Food Funct. 2024. PMID: 39526314
  3. Akinwumi FE, Akinyemi AO, Akangbe B, Odeniran OM. Risk of Osteoporosis and Anemia in Plant-Based Diets: A Systematic Review of Nutritional Deficiencies and Clinical Implications. Cureus. 2025. PMID: 40842789
  4. Wang X, Wang X, Wang Z. Association Between ABO Blood Type and Risk of Pulmonary Embolism: A Systematic Review and Meta-Analysis. Clin Appl Thromb Hemost. 2025. PMID: 40718900
  5. Liu Y, Zhu Y, Luo G. A narrative review of the epidemiological and mechanistic associations between ABO blood groups and diseases. Ann Med. 2026. PMID: 42574721
  6. Cusack L, De Buck E, Compernolle V, Vandekerckhove P. Blood type diets lack supporting evidence: a systematic review. Am J Clin Nutr. 2013. PMID: 23697707
Informacja: Artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji z lekarzem. Suplementy diety nie leczą chorób; mogą wchodzić w interakcje z lekami (statyny, antykoagulanty, leki przeciwcukrzycowe, hormonalne). Po 50. roku życia rekomendujemy konsultację z lekarzem rodzinnym lub specjalistą przed wprowadzeniem nowej suplementacji. Daty publikacji i ostatniej aktualizacji znajdują się przy nagłówku.